Clear Sky

29°C

Kołobrzeg

13 sierpnia 2022    |    Imieniny: Diana, Hipolit, Maksym
13 sierpnia 2022    
    Imieniny: Diana, Hipolit, Maksym

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

IPN a teczki TW "Bolek"Z ławy obrońcy i kibica (77)

Z moich badań archiwaliów wynika, iż na terenie powiatu kołobrzeskiego nie było zorganizowanych oddziałów typu partyzanckiego, chociaż powstawały różne organizacje, które za cel stawiały sobie walkę z komuną. Powiat kołobrzeski był natomiast często wybierany jako miejsce schronienia pojedynczych żołnierzy niezłomnych.


Do takich osób należy zaliczyć Eugeniusza Steblewicza. O jego losach opowiedział mi jego syn, który przekazał mi również zdjęcia do publikacji. Obszerny wywiad z Eugeniuszem Steblewiczem znajduje się w książce Józefa Zysko „Kołobrzeżanie”, wydanej w 1996 roku.

Losy Eugeniusza Steblewicza to gotowy scenariusz na film przygodowy, z licznymi zmianami akcji. Uciekł z rodziną przed „banderowcami” pod opiekę niemiecką, następnie wstąpił do partyzantki i walczył z bandami UPA, z Niemcami i z Rosjanami. Wstąpił do armii Berlinga, by po kilku miesiącach zdezerterować z bronią i przyłączyć się do oddziału partyzanckiego. Po jego rozbiciu znalazł się w Białogardzie, a następnie w Kołobrzegu. W naszym mieście mieszkał od 1959 roku, aż do swojej śmierci w 2014 roku. Pracował na kolei jako zawiadowca.

Eugeniusz Steblewicz urodził się w 1926 roku w kolonii Łuczyce, w powiecie kowelskim, w województwie wołyńskim. Jego ojciec był rolnikiem i miał 14 ha gospodarstwo. Okupant sowiecki uznał go za kułaka i w 1940 roku ziemię zabrano do kołchozu, przez co nastąpiło tzw. rozkułaczenie. W 1943 roku ziemie Wołynia spłynęły krwią polskich mieszkańców. Kolonia Łuczyce szczęśliwie uniknęła rzezi ukraińskich nacjonalistów, być może dlatego, że rodzice Pana Eugeniusza bardzo dobrze żyli z ukraińskim sąsiadami. Jednakże w lipcu stało się tak niebezpiecznie, że wszyscy Polacy z kolonii Łuczyce załadowali swój dobytek na wozy i ruszyli do miasta Kowal, aby schronić się pod opiekę wojsk niemieckich. W sierpniu 1943 roku siedemnastoletni wówczas Eugeniusz Steblewicz wstąpił do polskiej partyzantki, do plutonu „Lisa Kuli” (Lucjan Szarwiło), a oddziałem dowodził „Jastrząb”. Poręczył za niego starszy brat Marian, który już wcześniej był w partyzantce. Po złożeniu przysięgi przez 2 miesiące odbywał intensywne ćwiczenia, a w listopadzie w rejonie Rużyna przeszedł swój chrzest bojowy w walkach z dużymi siłami banderowców. W kilka dni później walczył w obronie Kupiczowa, zamieszkałego głównie przez ludność czeską. Miejscowość tę atakowały duże oddziały upowców, których liczebność oceniono na 1000 ludzi. Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1943 roku Eugeniusz Steblewicz zamierzał spędzić ze swoją rodziną, która w tym czasie kwaterowała w Kupiczowie u Czechów. Ogłoszono jednak alarm, gdyż Ukraińcy napadli na Zasmyki. Cała kompania ruszyła na odsiecz. Zasmyki już się paliły i cały dzień trwała ciężka walka z Ukraińcami, zakończona sukcesem, gdyż wyparto ich z wioski. Zginęło wówczas 50 upowców, ale również 48 polskich cywilów. Kompania Eugeniusza Steblewicza w odwecie, w czasie prawosławnego Bożego Narodzenia zabiła bojowców z czterech wiosek ukraińskich. W odróżnieniu od upowców nie robiono krzywdy kobietom ani dzieciom. Pod koniec stycznia 1944 roku zaczęła tworzyć się 27 Wołyńska Dywizja AK, w skład której wszedł oddział, w którym służył Eugeniusz Steblewicz. Dywizja przygotowywała się do wykonania planu „Burza”. Eugeniusz Steblewicz pierwszy raz walczył z Niemcami w bitwie w Stawkach. Kwaterowali tam polscy żandarmi, którzy z pełnym uzbrojeniem uciekli do partyzantów. Kiedy Niemcy próbowali zająć Stawki, doszło do starcia i wielu polskich żandarmów poległo. Oddział Eugeniusza Steblewicza ruszył im na pomoc i bitwa zakończyła się pełnym sukcesem. Zbliżał się front. W marcu i kwietniu doszło do wielu potyczek z Niemcami. Batalion Eugeniusza Steblewicza został rozproszony, a on sam znalazł się razem z innym rozbitkami oraz oddziałami rosyjskimi w okrążeniu. Nastąpiła próba wyjścia z okrążenia, która zakończyła się całkowitym rozbiciem Rosjan. Eugeniusz Steblewicz szczęśliwie uniknął śmierci i udało mu się dołączyć ponownie do oddziału „Jastrzębia”. W trakcie przemarszu oddział wpadł w niemiecką zasadzkę i tylko 3 partyzantów wyszło z niej z życiem. Eugeniusz Steblewicz dołączył do następnego sformowanego oddziału składającego się z Polaków i Rosjan, który za zadanie postawiło sobie przejście przez front na stronę radziecką. Atakowali ich na zmianę albo Niemcy, albo Ukraińcy. Większość kolegów Eugeniusza Steblewicza zginęło, a pozostali postanowili rozproszyć się. Przez długi czas Eugeniusz Steblewicz błąkał się sam - głodny, brudny i zrozpaczony. Starał się unikać kontaktów z Niemcami i Ukraińcami. Przez tydzień pił jedynie wodę. W końcu wpadł w ręce NKWD i znalazł się w obozie dla podejrzanych. Kiedy dowiedział się, że ma być wywieziony na Syberię, podjął udaną próbę ucieczki i znalazł się wśród Polaków udających się do Wojska Polskiego. Punkt zborny znajdował się miejscowości Sum. Na początku czerwca 1944 roku Eugeniusz Steblewicz został przydzielony do IV Zaporowego Pułku Kawalerii i skierowany do szkoły podoficerskiej. W sierpniu znalazł się ze swoim oddziałem w Chełmie, a następnie Lublinie. W styczniu 1945 roku uczestnicząc w patrolach nawiązał kontakt z partyzantami „Jastrzębia”, stacjonującego w Białopolu. 2 lutego razem z kolegami z patrolu z bronią w ręku wstąpili do oddziału partyzanckiego AK. Przez 9 miesięcy, do października 1945 roku, walczył w oddziale „Jastrzębia”, który pod koniec sierpnia został zabity przez ubowców. Pobyt w oddziale partyzanckim to ustawiczne przemarsze i potyczki. W tym czasie oprócz regularnych oddziałów partyzanckich, na terenie Lubelszczyzny działało wiele zwykłych band, zajmujących się rabunkiem. Zadaniem partyzantów była likwidacja tych pospolitych przestępców. Bandyci byli uzbrojeni i w czasie jednej z potyczek Eugeniusz Steblewicz został ranny w rękę. Po rozwiązaniu oddziału, Eugeniusz Steblewicz zorientował się, że z powodu dezercji jest poszukiwany listem gończym. Przybrał więc nazwisko Zdzisław Mańkowski i pojechał do Białogardu, gdzie już wcześniej przyjechali jego rodzice. Aby zalegalizować swój pobyt, na posterunku milicji zgłosił kradzież dokumentów. Miał 20 lat i został powołany do wojska. Postanowił więc ujawnić się w UB jako akowiec i dezerter z wojska, licząc na objęcie amnestią. W 1952 roku UB przypomniało sobie o Eugeniuszu Steblewiczu, aresztowano go i został dostarczony do prokuratury wojskowej w Warszawie. W czasie przesłuchania podał wersję, że jedynie samowolnie oddalił się z oddziału, ale w lesie został rozbrojony przez partyzantów i bał się wrócić do oddziału bez broni i dlatego postanowił ukrywać się. O dziwo prokurator zwolnił go z aresztu, nakazując jedynie meldować się w prokuraturze
i informować o zmianach miejsca zamieszkania.

Losy Eugeniusza Steblewicza są więc bardzo „pokręcone”, ale takie to były czasy. Bardzo często się zdarzało, że partyzanci wstępowali do Wojska Polskiego, a następnie z powrotem wracali do partyzantki. Podkreślenia wymaga, że w czasie wojny i tuż po jej zakończeniu obok regularnych oddziałów partyzanckich Armii Krajowej bądź innych organizacji niepodległościowych, działały zwykłe bandy rabusiów, które często podawały się za partyzantów.

1 marca 2019  roku o godzinie 17:00 odbędzie się Msza Święta w Kościele p.w. św. Marcina przy ul. Portowej w Kołobrzegu. Później przechodzimy pod pomnik komandora Mieszkowskiego, chodnikami bez wchodzenia na jezdnię. Rozpoczęcie uroczystości pod pomnikiem przewidziane jest na godzinę 18:00.

Cześć i Chwała Bohaterom!

Adwokat Edward Stępień

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama