Clear Sky

29°C

Kołobrzeg

13 sierpnia 2022    |    Imieniny: Diana, Hipolit, Maksym
13 sierpnia 2022    
    Imieniny: Diana, Hipolit, Maksym

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

rzepka kołobrzeg

Dyskryminacja. Słowo, które w Kołobrzegu stało się modne, zwłaszcza u źródeł władzy, która używa go jako swojego hełmu. Nie o legitymizację władzy mi jednak chodzi, a o dyskryminację przez władzę. Taką postacią, która jest dyskryminowana, jest moim zdaniem radny Piotr Rzepka. Zgoda, nie zawsze elokwentny i wyrobiony werbalnie, może z braku doświadczenia, często upierdliwy, którego wiedza też wymaga czasami nadrobienia, na wyrost wybrany szefem Komisji Prawa. Ale to, co u Rzepki jest szczególne, a czego brakuje wielu radnym, to spostrzegawczość i otwartość na różne niszowe sprawy kołobrzeskie. Niszowe, nie znaczy, że mniej ważne. I to właśnie margines Rzepki, według mnie, staje się powodem jego politycznej dyskryminacji, czego byłem świadkiem na ostatniej sesji Rady Miasta. Ale po kolei.

Na koniec sesji, radny Rzepka odniósł się do wcześniejszej wypowiedzi pani prezydent, apelując, aby się wreszcie wzięła do roboty – tak w skrócie ujmując. Według zastępcy prezydenta Ilony Grędas-Wójtowicz, prezydent Anna Mieczkowska w swojej wypowiedzi dotyczącej interpelacji radnego Rzepki, miała nie odnosić się do ich ilości, ani progu tolerancji na kolejne stosy interpelacji radnych, a jedynie poinformowała, że na 250 interpelacji, z różnych przyczyn nie udało się odpowiedzieć na 5. Otóż nie tak było. Anna Mieczkowska powiedziała o swoich odczuciach. Miała prawo. Według niej, niektóre interpelacje nie są interpelacjami, bo powinny dotyczyć istotnych spraw dla miasta i dla mieszkańca. Ma rację pani prezydent, niektóre interpelacje i zapytania mają różny kaliber, podobnie jak krytykowane onegdaj przecinanie wstążek, a to w pogotowiu ratunkowym, a to w świeżo odmalowanej sali w szkole. W kampanii wyborczej, dla polityków wszystkie sprawy są ważne. Perspektywa zmienia się po wyborach. Oznacza to tyle, że radny Rzepka zamiast składać interpelacje, powinien przerzucić się na zapytania. Prezydent powiedziała także mniej więcej coś w stylu, że składanie interpelacji jest obowiązkiem radnego, a nie przyjemnością, bo powyższe nie ma źródła w art. 24 ustawy o samorządzie gminnym. Zaiste tak jest, ale skoro Rzepce sprawia to przyjemność, to można domniemać, że być może pani prezydent zazdrości mu tej sytuacji, bo ten łączy przyjemne z pożytecznym. Taki polityczny hedonizm. I nie powinno się z tego tytułu radnego Rzepki grillować, bo radny ma do tego prawo. I jeszcze dalej. Ilona Grędas-Wójtowicz wskazuje, że prezydent spóźnia się z odpowiedzią na niektóre interpelacje nie ze względu na złą wolę. Pełna zgoda. Ale jeśli prawo zobowiązuje kogoś do odpowiedzi w terminie 14 dni, a ktoś się z tego nie wywiązuje, to czyż ten nie łamie prawa, bez względu na intencje? Okazało się, że Rzepka nie zrozumiał wypowiedzi Grędas-Wójtowicz. Ja pewnie też nie.

Zachowanie radnej Agnieszki Trafas, która podczas wypowiedzi radnego Rzepki wstała i zaczęła się pakować ze słowami w kierunku radnego – tu ponieważ mikrofony były wyłączone, więc posiłkuję się przytoczeniem tego przez radnych: „weź czytaj ustawy”, było moim zdaniem nie na miejscu. Rzepkę może naobrażać Janusz Gromek i nie musi go przepraszać. Nie słyszałem publicznego protestu ze strony pani prezydent w tym zakresie, ani wypowiedzi do gazet ogólnopolskich, choć to ona chce walczyć o równe traktowanie w naszym mieście. Jak Rzepka przemawia, można mu coś tam rzucić pod nosem, wstać i sobie wyjść z sesji. Ale po co? Co to wniosło do politycznego dyskursu? Co mieli z tego zrozumieć mieszkańcy oglądający obrady radnych?

Podoba mi się postawa radnego Adama Hoka, który potrafił dyskutować o problemie samych interpelacji i zapytań. Radny chce, aby nie były one odczytywane na sesji. I jako argument wskazuje, że ustawa tak nie stanowi. To prawda. W art. 24 ustawodawca uregulował wreszcie, że interpelacje i zapytania są przekazywane do organu wykonawczego na piśmie i odpowiedź na piśmie ma nadchodzić. Nie wiem czy radny Hok czyta interpelacje i odpowiedzi na nie, ale ja tak. I mam wrażenie, że takiego lekceważenia radnych przez prezydenta jeszcze nie było. Nawet Janusz Gromek, choć na sesji potrafił wstać i wyjść, co było niegrzeczne, to jednak trzymał się tego, aby te odpowiedzi były rzeczowe, choć różnie z tym bywało. Opozycja zawsze pyta i zadaje pytania. I zawsze jest upierdliwa i niesprawiedliwa. Takie jej prawo. Ale dziś, w obecnej polityce komunikacyjnej pani prezydent, pełnej chaosu, to już truizm, zadawanie pytań zaś to już nagonka, nie wiem czy radny Adam Hok o tym słyszał. Jako dziennikarz po dziś dzień nie wiem, na jakiej podstawie Ilona Grędas-Wójtowicz i Anna Mieczkowska podpisały dokumenty o wynagrodzeniu dla dyrektora SP7, choć pytania zadałem w styczniu. Z telewizji dowiedziałem się, że zadawanie takich pytań i pisanie artykułów to nagonka. Nie byłoby tyle artykułów, gdyby ktoś odpowiedział na pytania. Nie byłoby tylu zapytań i interpelacji, gdyby komunikacja prezydenta z otoczeniem wyglądała inaczej. Dziś, ten proces jest jednym wielkim eksperymentem, który kończy się niekontrolowaną katastrofą.

Co do samych interpelacji, które stają się źródłem ciekawych czasami pytań i jeszcze ciekawszych odpowiedzi, a czasem, czego dowiadujemy się właśnie na sesjach, braku tych odpowiedzi, to warto podkreślić ważną rzecz. Po pierwsze, o porządku obrad (poza wyodrębnionymi sytuacjami) decyduje przewodniczący Rady Miasta i radni w głosowaniu ten porządek akceptujący. Nigdzie w ustawie nie jest zapisane, że radni nie mogą pytać prezydenta na sesji, nie stanowi o tym art. 24 ustawy o samorządzie gminnym. Jeśli chcemy być legalistami, zamiast punktu o interpelacjach i zapytaniach, wystarczy w statucie wprowadzić punkt o pytaniach i wnioskach radnych oraz odpowiedziach prezydenta, zaś na koniec sesji punkt o oświadczeniach i informacjach radnych. Uczyni to zadość innym sprawom miasta, które nie są uregulowane porządkiem obrad. Sesje są nadawane na żywo i wiele kwestii, czasami dla nas nieistotnych, jest ważne dla kołobrzeżan.

Na koniec, odniosę się do jeszcze jednej kwestii. To wypowiedź Mateusza Zmyślonego, dyrektora spółki „Eskarda” z Krakowa, który zauważył, że „dziury w asfalcie, psie kupy, żywopłoty są bardzo ważne dla procesu funkcjonowania miasta”, co w odniesieniu do kolejnej jego treści o tym, że żeby odpowiedzieć na te wszystkie interpelacje trzeba by wybudować drugi Urząd Miasta, było nie na miejscu. Pan dyrektor Zmyślony powinien udać się na kilka dyżurów samorządowych w Kołobrzegu, to wtedy lepiej zrozumiałby, czym żyje Kołobrzeg i co jest istotne dla mieszkańców, a przede wszystkim dowiedziałby się, gdzie ludzie mają jego strategię, nawet jeśli to kołobrzeska strategia.

Robert Dziemba

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama